piątek, 29 maja 2015

Uczę się siebie od nowa

                Gdy tylko zaczęłam myśleć o byciu mamą i później gdy byłam w ciąży miałam jasny obraz macierzyństwa. Nie taki słodki i cukierkowy jak w reklamach produktów dla dzieci ale czysty i wyraźny. Wszystko wydawało się proste: Karmienie,przewijanie, kąpiele ,spacery i...wychowanie dziecka. O ile wszystkich czynności pielęgnacyjnych można się zwyczajnie nauczyć to wychowywania dziecka niestety nie....

 
fot. famveldman - Fotolia.com

Kiedy urodził się D. część znajomych mówiła że początki są najgorsze...że jeśli przetrwam pierwszy rok będzie już coraz łatwiej....byłam naiwna wierząc w to. Owszem pierwsze 6 tygodni po porodzie to był koszmar, walka o każdą minute snu ale później było całkiem spokojnie. Noce przesypialiśmy , bobas spał i jadł regularnie...ząbkowanie przeszło bezboleśnie."Jest tak jak być powinno,panuje nad sytuacją"-myślałam. Myliłam się, poczucie opanowania sytuacji  było chwilowe.Syn zaczął chodzić a raczej biegać, nie szło go utrzymać w wózku więc krzyczał a ja wiedziałam że wszystko wymyka mi się z pod kontroli.Przy każdej próbie utrzymania go w wózku(np.jadąc autobusem) mój aniołek darł się jak by go ze skóry obdzierali a ja czułam przeszywające spojrzenia ludzi. Minęły dwa może trzy miesiące...było jakby lepiej,a może to ja się przyzwyczaiłam? Nagle bez żadnego powodu moje dziecko coś opętało, na każde moje słowo/zdanie/prośbę ten mały śliczny blondynek wpadał w histerie.Nie wiedziałam co robić, żałowałam że jestem mamą, czułam że się do tego nie nadaje i robię krzywdę swojemu dziecku
 Thinkstockphotos
S. znalazł sposób na ataki histerii, sadzał krzykacza i kazał siedzieć tak długo aż się nie uspokoi a później spokojnie tłumaczył co,jak i dlaczego.Starałam się robić tak samo,jednak różniliśmy się tym że S. sadzał małego i wracał do picia kawy a ja wylewałam może łez kolejny raz myśląc że jestem do dupy a mój syn mnie nienawidzi. Przeszło po około pół roku. Dalej w kolejności były problemy z przystosowaniem do przedszkola,z treningiem czystości,wyjściem z placu zabaw. Kilka miesięcy temu znów odetchnęłam z ulgą. Bunt dwulatka minął a ja wierzyłam że będzie lepiej. Nic bardziej mylnego.W ostatnim czasie poznałam co to asertywność level hard...to moment gdy dziecko prosi o kolejny słodycz a ty odmawiasz z pełną świadomością że zaraz zacznie się dramat, są łzy, smutne miny i rozpacz, nie ustąpisz? Ok nie ma sprawy do akcji wkracza gniew,krzyk i obraza. Zaraz usłyszę od kogoś "Jak wychowałaś tak masz" jasne to cała prawda,ale o ile nie sprawia mi problemu odmówienie czegoś sobie,narzeczonemu,znajomej czy mamie to gdy prosi D. cholernie ciężko powiedzieć "Nie". Wiem że to dla jego dobra ale gdzieś w mojej chorej podświadomości siedzi okropna myśl gdy on płacze..."Znienawidzi Cię, robisz mu krzywdę,nie powinien tak płakać"

 
 Shutterstock 
Wciąż się uczę, uczę się siebie na nowo. Nigdy wcześniej nie wpadłabym na to że moje dziecko będzie płakać prze ze mnie,nie myślałam o tym że spróbuje coś wymusić a ja będę musiała być twarda. Nie przyszło mi do głowy że będę płakać gdy wróci z przedszkola i przytulony zaśpiewa "Twinkle,Twinkle little star" Nie wiedziałam,że macierzyństwo to tyle trudu i energii poświęconej dla miłości. Ciągłe poznawanie siebie od początku,swoich uczuć,emocji i obaw.Czas kiedy kochasz mocniej,krzyczysz głośniej,płaczesz dłużej, boisz się bardziej.

poniedziałek, 25 maja 2015

Podaruj dziecku siebie

          Serfuje po internecie co rusz natykając się na top listy najlepszych/najgorszych prezentów z okazji dnia dziecka. Każda strona to kolejny zbiór wymyślnych zabawek i gadżetów a gdyby tak nie kupić nic? Zadzwonić do szefa,wziąć jeden dzień wolnego i podarować dziecku siebie tak na 24 godziny. Być tego dnia wyłącznie dla naszych pociech, pozwolić im wybrać rozrywki,menu i zaplanować dzień po ich myśli. Zjeść na obiad okropnie słodkie naleśniki,frytki,pizze lub inne "świństwo". Rozmawiać z dzieckiem o błahostkach na które w codziennym biegu nie mamy czasu,leżeć z miską popcornu oglądając kolejny odcinek nudnej(dla nas) świnki Peppy.
Fot. Fotolia

Mało prawdopodobne że za 10 czy 15 lat nasze dzieci będą pamiętać prezenty z każdego roku na święta, urodziny i dzień dziecka, bo my też nie pamiętamy że w '99 na dzień dziecka dostaliśmy klocki,lalkę czy koparkę. Taki dzień może być pięknym wspomnieniem nawet po wielu latach,udowodnieniem że w natłoku obowiązków,rodzice znaleźli czas, czas by być...tylko rodzicami. Nie mężem,żoną ,szefem,pracownikiem,córką ale MAMĄ i TATĄ. Zapamiętają dzień ,który był taki jak chcieli, że tata znalazł czas żeby godzinami grać w piłkę a mama nie złościła się o rozdarte spodnie. Może tego dnia mama walcząca o zdrowe odżywianie pozwoli zjeść dużą porcje lodów przed obiadem a tata pozwoli iść spać godzinę później.
 Fot. sxc.hu

U nas właśnie tak wyglądał dzień dziecka rok i dwa lata temu, w tym roku będzie podobnie. Wyłączymy telefony, zjemy śniadanie w łóżku, pojedziemy na wycieczkę.Będziemy rodziną bez obowiązków, myślenia o pracy,bez zmartwień i problemów. Zjemy smaczny obiad nie zwracając uwagi na wartości odżywcze, znów  będziemy oglądać w kółko 3 odcinki myszki Miki ,które D. uwielbia...

 Podarujmy dzieciom bezcenny prezent....siebie i czas:)

Foto: ronen-frieman/Flickr

niedziela, 24 maja 2015

Autyzm oczami widza

Spędziłam 10 dni pod jednym dachem z 7 letnim autystycznym chłopcem,to doświadczenie zmieniło moje spojrzenie na niektóre sytuację.Chcę się z wami tym podzielić.
MM(autystyczny chłopiec) jest autystą, ma zespół Aspergera nazywany też autyzmem inteligentnym. Nie objaśnię wam na czym dokładnie polega ta choroba więc odsyłam was tutaj. Nie chcę pisać o rzeczach, na których temat wiem niewiele, chce opowiedzieć tu jak to wygląda z boku.

Pierwsze co pomyślałam po rozmowie z MM to było takie "wow co za inteligentne dziecko" Chłopiec posiada niesamowitą wiedzę na temat astronomii,planet i gwiazd po za naszym układem słonecznym. Zna państwa i kolonie,o których istnieniu nie wiedziałam , potrafi narysować prawię każdą flagę.
 źródło zdjęcia: Internet

Jest w mim wiele zachowań ,które można ocenić jako ,niestosowne, niegrzeczne. Z boku czasem wygląda to na zachowanie rozpieszczonego dziecka. Rodzić zabrania czegoś a on zaczyna krzyczeć i płakać. Mylisz-jest rozpieszczony.To nie zawszę prawda, takie dzieci rozumieją inaczej, trudniej im wytłumaczyć co jest stosowne a co nie.
   Innym razem zauważasz że chłopiec zwraca się do wszystkich na" Ty" myślisz że jest niewychowany a on po prostu nie rozumie dlaczego to niekulturalne,bo przecież do niego wszyscy mówią po imieniu.
   Widzisz kobietę z dzieckiem w wieku szkolnym idących przez miasto, nagle dziecko się wyrywa i wybiega na ulice...zastanawiasz się co z niej za matka, nie nauczyła dziecka podstaw poruszania się po za domem a to"zaburzenia poczucia bezpieczeństwa"
   Pełen autobus, zwyczajnie wyglądający kilku latek zanosi się od płaczu i krzyczy że chce siedzieć. myśl o rozpieszczonych dzieciach znów kłuje gdzieś z tyłu głowy.
   Kolejna sytuacja. plac zabaw jeden z chłopców biega za dziećmi, wyrywa im zabawki, chrupki i znów za nimi biega piszcząc. Rodzić reaguje chwile jest spokój i znów to samo, w końcu matka słyszy "Proszę trzymać tego dzikusa z dala od dzieci"... Oceniasz, JA tez to robiłam...przecież dziecko wygląda normalnie...jest tylko  niegrzeczne...otóż nie zawsze. Autyzm to choroba której nie widać fizycznie,(jak np. dzieci z Zespołem Downa) z początku też nie widać "innych" zachowań.Dlatego rodzicom takich dzieci jest trudniej,nie chcą tłumaczyć każdemu z osobna że dziecko jest chore, większość ludzi i tak niewiele wie o tej chorobie...

Dobrze wiem ile razy sama oceniłam rodziców i wrzeszczące dziecko lub płaczącego kilkulatka...ilu z nich było chorych? Nie wiem. Dziś widzę to inaczej,zastanawiam się,analizuję, uśmiecham się i nie zwracam uwagi,nie oceniam. Gdy poznałam MM o autyzmie wiedziałam niewiele a o zespole Aspergera jeszcze mniej... Teraz wiem więcej choć wciąż za mało... 

Może akurat,to krzyczące na ulicy dziecko jest chore? Albo to ,które uczepiło się twojego w parku? Nie wiesz? Nie oceniaj!

źródło zdjęcia: Internet

Jako źródło fotografii wpisałam internet, ponieważ zdjęcia pojawiały się wielokrotnie i zawsze bez wspomnienia o ich autorze.

piątek, 22 maja 2015

''Mój syn będzie łamał waszym córkom serca,a synom szczęki,''

''Mój syn będzie łamał waszym córkom serca,a synom szczęki.''

Coraz częściej widzę ten cytat na tablicach różnych portali społecznościowych u mam chłopców i za każdym razem nachodzi mnie ta sama myśl: Czy te kobiety naprawdę chcą wychować swoich synów na dupków? Czy jako matki chcą żeby ci chłopcy nie mieli szacunku do nikogo? Mają w przyszłości skakać z przysłowiowego kwiatka na kwiatek i wdawać w bójki z byle powodu?

Jak można chcieć żeby dziecko wyrosło na osobę agresywną i nie wrażliwą na uczucia innych?
Facet/chłopak ma być twardy i nie dać sobie w kasze dmuchać? Rozumiem,naprawdę! Sama mam syna, małego jeszcze,bo Dennis ma dopiero 3 lata ale od kiedy tylko pamiętam staram się uczyć go szacunku, wrażliwości i empatii. Nie chce żeby myślał że kobiety to zabawki,a agresja jest rozwiązaniem problemu.

Ma być twardy, asertywny i mieć swoje zdanie ale chcę żeby wyrósł na dobrego człowieka,który liczy się z uczuciami innych. Opanowanego faceta, który uderzy tylko w obronie swojej lub bliskich.
Zastanówcie się mamy czy chciałybyście mieć męża/partnera co ma głęboko w poważaniu wasze uczucia, zdradza na prawo i lewo a przy co drugim wyjściu na miasto obija komuś buźkę ?NIE? To dlaczego na takich mężczyzn chcecie wychować swoich synów?
To takie fajne gdy w wieku nastu lat wasz syneczek co weekend będzie przyprowadzał inną dziewczynę nie martwiąc się czy poprzednia cierpi? A może będziecie dumne kiedy dyrektor wezwie was na kolejne spotkanie, bo chłopak znów pobił kolegę z równoległej klasy? Fajnie co? Duma rozpiera? Mi było by wstyd, bo niczego tak bardzo nie chce jak tego by mój syn w przyszłości był dobrym, szczęśliwym człowiekiem.
źródło:xdpedia.com

poniedziałek, 18 maja 2015

Każdy potrzebuję urlopu.

            S. wyjechał w sobotę wieczorem,dziś jest poniedziałek godzina 11:19 a ja co robię? a no leżę w łóżku, w piżamie, pijąc kolejną kawę.
Od wyjazdu S mam urlop, uważam że należy mi się. nie biegam ze ścierką, nie gotuje obiadów, leże,czytam, oglądam bajki i bawię się z D. To nie tak że mam w domu chlew a dziecko biega głodne. Obiad jemy z gotowców, wczoraj były łazanki, dziś mamy spaghetti, jutro jeszcze nie wiem :D sprzątam tyle co muszę, w pokoju D. od wczoraj leżą rozrzucone zabawki. On też ma urlop, może dłużej chodzić w piżamie, zjeść na kolacje frytki, wypić kolejny kubek kakao.

Nie mam wyrzutów sumienia, bo dlaczego mam mieć? czy jak ktoś bierze zasłużony urlop w pracy to je ma? Nie chce odpocząć od syna,od rodziny od bycia mamą ale codzienna rutyna jest męcząca.
na co dzień jest u nas klasyczny podział obowiązków, S. pracuje i zarabia na utrzymanie rodziny, ja póki ci od ponad roku zajmuję się domem i wychowuje synka. Dbam o moich chłopaków i uwaga  NIE WYMAGAM OD S. ŻEBY POMAGAŁ MI W OBOWIĄZKACH DOMOWYCH. S mi pomaga raz więcej raz mniej, z małym spędza czasu bardzo dużo. Mogę spokojnie wyjść do koleżanki na kawę gdy S. jest w domu, od czasu do czasu wychodzę na babskie wieczory ale czasem potrzebuję kilku dni lenistwa, słodkiego nic nierobienia, chodzenia po domu bez makijażu i w dresie.

MAMY,BABCIE,KOBIETY! Nie bójcie się czasem odpuścić! Dom nie zawsze musi być sterylnie czysty a maluch raz kiedyś może zjeść gotowe pierogi albo makaron. Urlop należy się każdemu,kobietą pracującym w domu też! Krzywdy nikomu nie zrobicie nie wykonując wszystkich obowiązków przez 1czy 2 dni a chęć do życia,energia i uśmiech wrócą:)

sobota, 16 maja 2015

ON

Wiecie to już prawie siedem lat od kiedy poznałam S. Był taki zwyczajny że aż wyjątkowy, nie prawił pustych komplementów,nie chwalił się podbojami. Mówił niewiele ale patrzył z za okularów tymi szalenie niebieskimi oczami.  Nie miałam wtedy nawet szesnastu lat, on też nie. Byliśmy dzieciakami z jednego miasta, jednej dzielnicy przez pół życia,mieliśmy mnóstwo wspólnych znajomych a jednak poznaliśmy się dopiero w szkole zawodowej. Nie czułam przy nim wybuchów fajerwerków ani motyli w brzuchu, czułam bezpieczeństwo,którego zawsze tak bardzo mi brakowało.
 
Dziś jest podobnie choć tak wiele się zmieniło. Nadal uwielbiam chować się przed światem w jego ramionach, wtulać się w jego bluzę gdy nie ma go obok.  Jest trudniej, muszę dzielić moją miłość miedzy nim a małym D. muszę dzielić się jego miłością.Problemy czasem przytłaczają,zdarzają się kłótnię, krzyczę mam go dosyć, wychodzę,trzaskam drzwiami, odpalam papierosa(okropny nałóg) i wracam,bo wiem że nie znajdę lepszego. Nie jest idealny, ja też nie jestem, nasz związek nie jest a nawet D. trochę do ideału brakuję. Perfekcją jesteśmy dopiero MY. jego rozsądek i moja rozrzutność. Moja dzikość i jego spokój. realizm i marzycielstwo. Dopełniamy się a nasz syn dopełnia nas.

Jest cudownym ojcem,połączeniem przyjaciela i autorytetu, Kocha syna bezgranicznie,wiem to. Słyszę jak co wieczór wchodzi do pokoju D. i szepcze "kocham Cię synku". widzę jak leżą w naszym sypialnianym łóżku i oglądają bajki,jak maleńka rączka naszego chłopca wsuwa się w jego silną dłoń,jak mimo zmęczenia buduje kolejny tunel z klocków,puszcza serie baniek mydlanych. Jak piją w ciszy kakao. To niesamowite uczucie gdy wiesz że dla partnera dziecko jest takim samym cudem jak dla ciebie.

Dziś gdy wyjechał,pierwszy raz od prawie trzech lat, gdy wiem że go nie ma, że nie wróci zaraz z pracy czuje pustkę a jednocześnie radość.
Prawdziwym darem od życia było to że go znalazłam, że zaakceptował mnie mimo wad , pokochał i trwa przy mnie niezmiennie,cierpliwie... obdarza mnie ogromem miłości i ciepła o jakim marzy niejedna kobieta.

środa, 13 maja 2015

Moje dziecko jest łobuzem.

Mój syn jest łobuzem. Takim z prawdziwego zdarzenia co 5 minut po wyjściu z domu jest brudny a przy każdej zabawie towarzyszy mu krzyk i pisk. D. przez swoje głośne zachowanie,ogrom energii i upór często jest postrzegany jako dziecko niegrzeczne. Owszem nie jest idealny ale czy na pewno zasługuje na miano niegrzecznego tylko dlatego że nie zgadza się potulnie na wszystko co mówią dorośli? A może dlatego że jeśli czegoś nie lubi jeść lub w danym momencie nie ma no to ochoty to żadna siła go nie przekona? A może o tym że jest niegrzeczny świadczy to że nie lubi niektórych osób i nie wszystkim dzieciom pożycza swoje zabawki?

Zawsze zastanawia mnie dlaczego dzieci są oceniane innymi kategoriami niż dorośli,przecież są ludźmi takimi jak my.
Czy gdy osoba dorosła nie darzy sympatią wszystkich i wszystkiego dokoła siebie automatycznie staję się zła i niewychowana? Nie, bo przecież każdy ma swój indywidualny  gust i charakter,ma prawo lubić coś mniej lub bardzie.
Dorośli idąc do znajomych na kolacje do mogą śmiało odmówić zjedzenia np.brukselki tłumacząc się niechęcią do tego warzywa a gdy to samo robi trzylatek jest  nazywany ''niegrzecznym chłopcem''. Ja pytam ''Dlaczego?''. Dlaczego dziecko nie ma prawa do swojego smaku,gustu i charakteru? Dlaczego niektórzy rodzice wymagają by wszystkie dzieci były ciche, spokojne, potulne i pasywne?

Apeluje więc do wszystkich zanim ocenicie dziecko(i przy okazji rodziców) zastanówcie się czy wy zawsze idealnie się zachowujecie, lubicie wszystko i wszystkich,nigdy nie macie ''much w nosie ''bez konkretnego powodu. Później oceniajcie dzieci tak jak ''małych ludzi'' a nie zwierzątka ,które powinny być posłuszne swoim ''właścicielom'' 




piątek, 8 maja 2015

Tata-pierwszy bohater syna.

D. jest "tatowy" od malutkiego.  Nie licząc pierwszego pół roku życia zawsze był za tatusiem. Kocha mnie, wiem to na pewno. To do mnie przebiega gdy sie przewróci, gdy jest głodny lub zmęczony ale S. jest jego wzorem zawsze tak było.
Ich więź jest inna, chyba łatwiejsza. Gdy D. miał rok S. zabierał go w auto i jechali , nie wiem gdzie-nigdy nie pytałam, to był ich czas.
Czasem nie było ich godzinę kiedy indziej znacznie dłużej ,wracali zadowoleni.Zawsze. Mały woli bawić się z tatą,  nie będę tego ukrywać.  Moje zabawy są fajnie , rysowanie, wieże z klocków , tańce. Taty są lepsze, S. pozwala zanurzyć palce w farbkach i malować po kartkach, rekach a czasem i po brzuch. Lać wodę z węża na ogrodzie,  robić kałuże a później w nich skakać na boso.
Z tatą można trawę kosić, bawić się pianą przy myciu samochodu, no i zawsze jest gdy trzeba naprawić rękę robota albo auto.  Buduje najlepsze mosty dla pociągów i czasem pozwala grać na PlayStation.Ich wzajemna mmiłość jest prawie namacalna, czuc i widać ją wszedzie.

Często słyszę "synek mamusi" , "córeczka  tatusia".U nas jest inaczej,  moi mężczyźni mają ze sobą wspaniały kontakt.

Wydaje mi się że łączy ich coś czego nigdy nie zrozumiem, coś co może łączyć tylko ojca i syna.

Co z tą kulturą?

W ostatnim czasie zauważyłam duży spadek poziomu kultury. Nie u młodzieży, nastolatków czy dzieci ale u rodziców.
Jak tylko pojawia się dyskusja na jakikolwiek temat tam zaraz widać obrażających się nawzajem rodziców.
Ja wszystko rozumiem, nikt nie jest idealny i ja też nie ale wydaje mi się że
dyskutując z drugą osobą powinno się zachować przyzwoity poziom wypowiedzi. Przecież nawet jeśli ktoś ma odmienne zdanie należy mu się szacunek.
Nie lepiej przedstawić swoje racje za pomocą argumentów i w kulturalny sposób?
Przy ostatniej dyskusji(w internetowej grupie dla rodziców) na temat długiego karmienia piersią jedna z pań napisała tak.
"To zboczenie i pedofilia a ta mama to idiotka tak jak jej syn"
Było sporo wypowiedzi na podobnym poziomie.
Owszem znalazło się kilka komentarzy napisanych z szacunkiem i kulturą jednak były one w mniejszości.
Ja osobiście czytając posty i komentarze, w których więcej obelg niż treści mam wrażenie że osoby , która je piszą zwyczajnie nie mają argumentów lub słabo znają się na temacie a chcą zabłysnąć.
Brak kultury idzie zauważyć wszędzie na placu zabaw, w sklepie.
Wypowiedzi typu
"Co za rozpieszczony dzieciak, drze się jak poj***ny" "Niech twój bachor odda naszą piłkę" słyszę coraz częściej.
Skąd w ludziach tyle złości?
Zastanawiam się co by powiedzieli rodzice gdyby ich usłyszeli? Co zrobili by oni gdyby ich dzieci wypowiadały podobne zdania? Byli by źli,zawstydzeni a może...dumni?

Na poprawę humoru po niezbyt przyjemnym temacie wrzucam kilka naszych zdjęć:)

Spełniłam marzenie !

Kocham pisać od kiedy pamiętam, poezja i proza to mój konik i świat w którym najlepiej się odnajduje.
Zawsze chciałam żeby ludzie czytali moje utwory.  Pisząc wiersz nie boje się trudnych tematów. Nie zawsze opisuję swoje doświadczenia ale nie ma to nic wspolnego z pisaniem "pod publikę" inspiruje mnie zycie i wszystko co mnie otacza.
Publikacje zaczęłam od pisania w kilku grupach na Facebooku, później założyłam fan page dla mojej twórczości( https://m.facebook.com/aylapisze)
Jakiś czas temu grupa poetycka ,w której się udzielam zbierała wiersze do tomiku poezji( http://krywaj.pl/krystynawajda/sklep/?91,kawiarenka-poetycka)
Załapałam się, umieścili tam 4 moje wiersze. To nic takiego, małe wydawnictwo,  sklep internetowy a jednak...Spełniłam marzenie,  jedno z tych, które wydawały się nierealne.

Kiedyś myślałam że marzenia są po to by się nie spełniały teraz wiem że trzeba je realizować ,bo daje to niewiarygodną radość.

wtorek, 5 maja 2015

Zatrzymaj się!

Kocham Cię, dwa proste słowa mówiące tak wiele.
Jak często mówicie partnerowi/partnerce (mąż /żona) że ich kochacie?  Pewnie co najmniej raz dziennie.
A jak często mówicie to dzieciom? Jak często przytulacie swoje maluchy bez konkretnego powodu? Jak często poświecacie im czas, zwyczajnie siadając na podłodze układając klocki czy ubierając lalki? 
Wiem nie jest to szczególnie interesujące i zabawne ale dziecko tego potrzebuje!
Bycie rodzicem to nie tylko Karmienie,ubieranie, mycie,przewijanie, odrabianie prac domowych i dbanie o zdrowie naszych pociech.
Dzieci potrzebują uwagi i miłości, nie zależnie od wieku. Potrzebują czuć że jesteście obecni w ich życiu a nie tylko wykonujecie obowiązkowe czynności.
Czasem wystarczy pół godziny zabawy z dzieckiem by poczuło że jesteście obok. Nie tylko dla tego że musicie ale dlatego że  chcecie.  Może to być krótka bajka przed snem lub rozmowa z starszym dzieckiem.
Zwyczajne przytulenie i słowa "kocham Cię" zatrzymane gdzieś w biegu dnia albo buziak rano na miły początek dnia,wspólny posiłek.
Jest tyle okazji by pokazać naszym dzieciom jakie są dla nas ważne więc wykorzystujmy je jak tylko możemy.
Często w codziennym biegu zapominamy o najbliższych i mechanicznie wykonujemy obowiązki czasem warto się zatrzymać bo powiedzieć zwyczajne
Kocham Cię synku/Córeczko

niedziela, 3 maja 2015

Pora na dobranoc


Wielokrotnie zapytano mnie co czytam D na dobranoc i jak to jest że tak małe dziecko spokojnie leży słuchając bajek.
W związku z tym postanowiłam zrobić zestawienie 5 naszych ulubionych wieczornych czytanek.


Miejsce 5

 Lokomotywa i inne wiersze - Julian Tuwim



Moim zdaniem idealne na rozpoczęcie przygody z wieczornym czytaniem.  Utwory są krótkie, dźwięczne i w sam raz dla niecierpliwego malucha. Książeczka jest formatu kieszonkowego w twardej oprawie z papierowymi stronami.


Miejsce 4

Najpiękniejsze wiersze dla dzieci - Jan Brzechwa

 

 

Zbiór popularnych wierszy i rymowanek dla dzieci różnej długości. Na każdej stronie piękne ilustracje. format A5 , miękka oprawa i papierowe strony.


Miejsce 3

Dziwny smerf - Peyo

 

Coś dla wielbicieli smerfów :) Cudowne ilustracje, duże litery - książka idealna dla dzieci i nie tylko. Szczerze mówiąc mi ta książka przypomniała dzieciństwo i sprawiła wiele przyjemności.


Miejsce 2

Poznaje kolory - Urszula kozłowska

Musze przyznać że D. pokochał tą książkę. Idealna dla maluchów ze względu na twardą oprawę i strony więc dziecko jej nie podrze:) Rymowana o powieść o małej owieczce, która szuka mamy. Każda strona to 2 zwrotki opowiadające poszukiwaniach owczej mamy i jednym kolorze. Książka zabiera w wspaniały świat zwierząt i roślin. Mało tekstu, dużo ilustracji i przyjemna forma nauki kolorów.

Miejsce 1 

Bajki na dobranoc - Różni autorzy

26 dosyć długich bajek z różnych stron świata.Moim zdaniem bajki nadają się dla nieco starszych dzieci lub takich które, potrafią cierpliwie słuchać. Jest to ulubiona książka D. uwielbia gdy mu ją czytam. Znajdują się tam popularne bajki jak "Czerwony Kapturek", "O wilku i 7 koźlątkach"  ale też bajki mniej znane na przykład Japońska bajka "Małpa i krab" . Dzięki tej książce poznałam bajki inne niż te które czytałam w dzieciństwie.



Dla tych rodziców, którzy dopiero zaczynają wprowadzać w wieczorny rytuał swoich dzieci czytanie polecam krótkie rymowanki,bajeczki lub wierszyki a dopiero stopniowo coraz dłuższe. Niech nie zniechęci was to że maluch nie od razu zainteresuje się słuchaniem i pamiętajcie to co dla was jest naturalne dla waszych dzieci często jest nowym,ekscytującym wydarzeniem.

Miłego czytania :)




piątek, 1 maja 2015

Przedszkole uczy!


                  Zanim zacznę nadmienię jeszcze że mieszkamy w Anglii a przedszkole ,do którego  chodzi D. Jest tylko dla dzieci  od 2 do 3 roku życia i  tak naprawdę jest czymś między żłobkiem a przedszkolem.
Mały D. Zaczął Nursery 8 miesięcy temu,  był wtedy nierozgarniętym, rozbieganym dwulatkiem.

Post będzie o tym czego moje dziecko się tam nauczyło:

Korzystać z nocnika/toalety
I to z dnia na dzień!  Pewnego pięknego dnia D. wrócił z przedszkola i zakomunikował potrzebę skorzystania z nocnika. W kilka dni odstawiliśmy pampersy zupełnie ,bo w nocy i podczas spaceru też potrafił pokazać że musi "siusiu". Przyznam szczerze że wcześniej  wiele razy próbowałam nauczyć synka korzystania z nocnika lub toalety jednak moje próby zakończyły się niepowodzeniem
.
Cierpliwości
Moje dziecko to takie niecierpliwie stworzenie , które wszystko chcę na już.  To ON pierwszy musi dostać talerz z obiadem, pierwszy musi umyć rączki,wejść do domu itd.
Nieraz w duszy przeklinałam gdy plątał się pod nogami a ja szykowałam posiłek. Nie potrafił cierpliwie czekać przy stole. Po kilku tygodniach  chodzenia do przedszkola ku mojemu zdziwieniu na prośbę "Usiądź przy stole i poczekaj" po prostu to zrobił.

Zainteresowania tańcem/śpiewem/rysowaniem
Wcześniej kredki dla D. Mogły nie istnieć, piosenki dla dzieci go nie interesowały.  Dziś mam szufladę wypełnioną pracami plastycznymi. Znam na pamięć "Twinkle twinkle little star"i kilka innych piosenek, bo mimo swojej słabej mowy mój przedszkolak śpiewa je kilkanaście razy dziennie.wykonując charakterystyczne ruchy,których uczą w przedszkolu.

Dzielenia się
D. Jako jedynak nie lubił się dzielić zabawkami. Pozwalał bawić się swoimi rzeczami tylko wybranym, kuzynowi, ulubionemu koledze, tacie i jeszcze kilku osobą.Teraz jest lepiej, w przedszkolu z ochotą się dzieli, a nawet pożycza innemu dziecku zabawki przeniesione z domu. 



Pewnie znalazło by się jeszcze kilka umiejętności jakie D. Zdobył w tym okresie ale podałam te, które na pewno są zasługa przedszkola. 
Oczywiście wszystko ma swoje plusu i minusy wiec żeby nie było że pokazuje wszystko w samych superlatywach przyznam że jesienią i zimą był chory więcej razy niż przez resztę swojego życia, wieczny katar kaszel i różnego rodzaju infekcje towarzyszyły nam przez dobre 4 miesiące praktycznie cały czas, nie licząc krótkich przerw.

Uważam że takie przedszkole to super sprawa zarówno dla dzieci,które lepiej rozwijają się wśród rówieśników i pod okiem pedagogów ale też  dla rodziców, którzy mają dla siebie  nieco więcej czasu :)

A no i nie pisałam chyba jeszczeeże na słowa "dzieci" i "przedszkole" D. Reaguje przynoszeniem butów i skakaniem z radości.


Do przedszkola D. zazwyczaj śmiga na rowerze lub hulajnodze :)