czwartek, 25 czerwca 2015

Zaczekaj, nauczy się

                   W życiu każdej mamy przychodzi taki moment gdy zastanawia się czy dziecko dobrze się rozwija. Myśli  czy maluch powinien już chodzić, mówić albo jeść samodzielnie. Rodzice szukają odpowiedzi wśród, rodziny, znajomych a czasem w internecie. Nie widzę w tym nic złego, bo jak ktoś mądry powiedział "Kto pyta nie błądzi" ale zazwyczaj pada takie zdanie "Zaczekaj, nauczy się" jako odpowiedź na rodzicielskie wątpliwości.

Pomysł czekania jest nie najlepszym rozwiązaniem. Nie mówię tu żeby dziecko,  które nie chodzi stawiać na nogi na siłę ale jeśli przyjmuje się, że dziecko powinno zacząć chodzić do 18 miesiąca życia, a twoje ma 17 i nie podejmuje prób samodzielnego stawiania kroków to NIE WAHAJ SIĘ I IDŹ DO LEKARZA.
Twój dwulatek mówi 5-10 słów zamiast oczekiwanych 50? Trzylatek nadal nie składa zdań? ZAPISZ DZIECKO DO LOGOPEDY. Nie słuchaj tłumaczeń, że zacznie mówić jak pójdzie do przedszkola albo, kuzyn ciotki Zosi zaczął mówić w wieku 5 lat i jest ok. Nie jest! Na zaburzenia mowy ma wpływ wiele czynników(nawet popularne przerośnięte migdałki)
Żródło:Internet
Nie chodzi o to  by dziecko rozwijało się książkowo ale po to są normy rozwoju, żeby rodzic wiedział kiedy udać się do specjalisty. Co szkodzi zabrać dziecko do Ortopedy, neurologa czy logopedy? Jeśli okaże się, że trzeba poczekać to pewnie skończy się na jednej wizycie, za to jak będzie coś nie tak,można zacząć leczenie/terapie odpowiednio wcześnie a to bardzo ważne.

Powiedzmy, że twoje dziecko nie mówi a ma skończone dwa lata(na przykładach mowy najłatwiej mi zobrazować) możesz czekać aż samo zacznie mówić... Albo i nie zacznie, bo to taki trochę "ryzyk -fizyk". Możesz też iść do pediatry lub/i logopedy i sprawdzić czy zaburzenia mowy mają podłoże medyczne. Jeśli okaże się, że nie to wracasz do domu i nie zmienia się nic, ale jak okaże się, że potrzebna jest terapia to zaczynając ją w wieku 2 lat jest szansa na to by maluch dogonił rówieśników zanim pójdzie do przedszkola.

Lekarze nie gryzą i naprawę nie warto czekać w nie skończoność aż dziecko zacznie chodzić, mówić, siadać czy korzystać z toalety, czasem potrzebna jest pomoc.
Źródło:Internet

Jeśli chcesz dowiedzieć się  czym zajmuje się logopeda,  kiedy warto zabrać tam dziecko lub czy potrzebne jest skierowanie zapraszam do odwiedzenia linku poniżej 

środa, 24 czerwca 2015

Pierś kontra butelka...

        Słoiczki vs gotowanie...

Szczepić czy nie szczepić...

Poród naturalny kontra cesarskie cięcie...

Kupki,zupki,chrzest,zabobony,witaminy, chodziki...


    To wszystko to tylko niewielka ilość tematów sporu matek. Jedna,wychwala chodzik...druga już krzyczy że krzywdę dziecku robi...dziecko jej zabrać trzeba. Jedna nie szczepi,inna karmi piersią do 5 roku życia,różnice zdań w każdej dziedzinie życia to norma. Ja rozumiem,jest wolność słowa,można mówić co się chce ale po co od razu obrzucać się błotem? Nie rozumiem dlaczego matki na siłę chcą przekonać inne że tylko jedno podejście jest słuszne. Po co wmawiają innym kobietom że jeśli, karmią,butelką, miały cesarkę, czy nie śpią z dzieckiem to nie nadają się na matki?
Źródło:internet

Nie rozumiem tych wszystkich nielogicznych stwierdzeń... wywyższania się. Przecież życie i wychowanie dziecka to nie konkurs na matkę roku...nikt nie da medalu za to ile osób czuje się gorszych od nas.
Czasem mam wrażenie że te "krzyczące" kobiety mają bardzo niską samoocenę lub nieszczęśliwe życie a w tłamszeniu innych mam znalazły sposób na poprawę nastroju. Jedna drugiej wytyka wszystko...począwszy od tego w jakim wieku urodziła , przez sposób i wychowania aż kończą się argumenty i prześcigają się, która ma mądrzejsze dziecko czy lepszego męża.

Większość z tych pań,pokrzyczy w internecie,na placu zabaw czy pochwali się koleżance i zwyczajnie zapomni ale są też bardziej wrażliwe mamy,często młode stażem,które zwyczajnie będą się przejmować.
W efekcie przestaną słuchać instynktu macierzyńskiego,zaczną czytać miliony książek, wertować internet szukając odpowiedzi na najprostsze pytania....z natłoku sprzecznych informacji,gubiąc się coraz bardziej w pięknie macierzyństwa.
I po co to wszystko?

niedziela, 21 czerwca 2015

Jestem szczęściarą!!!

         Idę parkową alejką,kilka metrów przede mną maszeruje S.trzymając za rękę Dennisa. Nie słyszę o czym rozmawiają ale widzę promienny uśmiech Bubu. Czuje ich miłość, magiczną więź, która ich łączy...Jeszcze chwile przyglądam się im a później przyśpieszam krok i doganiam ich. Chwytam syna za rękę,całuje narzeczonego w policzek i myślę "Jest idealnie".Spacerujemy po parku jeszcze jakiś czas...zaczyna padać więc szybko wracamy do samochodu i jedziemy do domu.

Siadamy przy kuchennym stole i jemy obiad rozmawiając ze sobą o niczym.Jeszcze raz namawiam Dennisa by zjadł rybę do końca...z łobuzerskim uśmiecham odpowiada "nie",odstawia talerz na blat obok zlewu i ucieka. Chwile później znajduje go w sypialni oglądającego bajkę i jedzącego kinder niespodziankę...Uśmiecham się sama do siebie...tak bardzo go kocham...
Niedługo potem synek zasypia obok mnie, wyciągam laptop i zaczynam pisać ten post. Pisze kilka znań,usuwam, znów pisze i kasuje. Tak kilka razy...Nie wiem jak ująć w słowa to co chcę przekazać.
S. przynosi mi kubek gorącej,słodkiej kawy...i wraca do swojej gry...
Zjadam tabliczkę czekolady z bakaliami,wypijam kawę i wracam do pisania.

Wreszcie stwierdzam że to co czuje idzie wyrazić dwoma słowami,bo
mimo tych  wszystkich problemów...finansowych,rodzinnych, czasem zdrowotnych. Mimo że nie wszystko jest tak jak planowałam... chociaż chyba nie było żadnego planu. Czuje że...
 Źródło:internet

Jestem szczęściarą!!!

piątek, 19 czerwca 2015

Czym jest macierzyństwo?

       Macierzyństwo...Mówią że jest misją,przeznaczeniem,sensem istnienia, ktoś inny nazywa je "społecznym obowiązkiem albo przedłużaniem gatunku. Dla niektórych jest,darem,cudem marzeniem.
A czym jest dla mnie?
Dla mnie macierzyństwo to przygoda. Przygoda,która rozpoczęła się na długo zanim urodziłam Dennisa,zanim zaszłam w ciąże a nawet zanim myśl o dziecku zagościła w mojej głowie.

Fot:Asis
      Zaczęło się gdy miałam około 6 lat(może wcześniej ale nie pamiętam)
z namaszczeniem pielęgnowałam lalki przypominające bobasy. Przewijałam pieluchy,śpiewałam kołysanki,a nawet próbowałam szyć im ubranka. Idąc do parku czy na plac zabaw często wolałam spędzać czas w piaskownicy z bobasami niż biegać z rówieśnikami. Widok maleńkich dzieci zawsze mnie rozczulał. Gdy byłam trochę starsza,uwielbiałam chodzić do sąsiadki ,która miała śliczną małą córeczkę. Zawsze starałam się pomagać.Nie przeszkadzał mi nieprzyjemny zapach brudnych pieluch czy dziecinnych wymiocin, Czułam się w swoim żywiole.
Miałam niecałe 13lat gdy mojemu ojcu urodziły się bliźniaki-moi przyrodni bracia...dużo przy nich pomagałam,trochę z chęci a trochę z musu, bo to był czas gdy na pierwszym miejscu były koleżanki.Jednak mimo wszystko nadal kochałam zapach niemowlęcej skóry i słodkie bezzębne uśmiechy.
 Źródło:internet

Zaszłam w ciąże mając 18 lat i 9miesięcy. Uprzedzam pytanie-Nie, to nie była wpadka,dziecko w 100% planowana z obu stron. Dowiedziałam z się o ciąży w połowie września,przeżyłam szok...do dziś nie wiem  dlaczego...przecież tak bardzo na to czekałam!? Do 14tc nie powiedzieliśmy o tym nikomu, wiedziałam tylko ja i S.
Nie było łatwo,większość bliskich nie zareagowała gratulacjami i uśmiechem mimo że byliśmy dorośli a nasze życie było w miarę poukładane.Ciąża to był dla mnie najtrudniejszy okres w życiu(nie licząc dzieciństwa) Towarzyszył mi strach mieszający się ze szczęściem i kłótniami,bo S. też zestresowany chodził.

13/04/2012 w piętek urodził się nasz syn.Po wielu godzinach męczarni, przy pomocy kleszczy, w pechowy dzień i jedyne swoje imieniny w kalendarzu. Gdy dostałam do w ramiona poczułam ulgę,nie miłość czy szczęście...po prostu ulgę, że żyje i jest zdrowy. Nie będę opisywać ostatnich trzech lat szczegółowo,bo nie ukrywajmy ale u każdego wyglądają one podobnie. Chcę jeszcze tylko wyjaśnić dlaczego uważam że macierzyństwo to przygoda.


Macierzyństwo jest najbardziej nieprzewidywalną rzeczą jaka mnie w życiu spotkała, czymś co nie do końca potrafię opisać słowami. Mieszanką niewyobrażalnego strachu ,szczęścia i adrenaliny. Jest to podróż w nieznane.Test ,którego wynik poznam, nie jutro,nie za tydzień a za dziesiątki lat. To miłość ukryta w codzienności, sprawdzian ,nie tylko z tego jaką jestem mamą ale jakim człowiekiem...i przygodą -
ryzykowne,ekscytujące przeżycie...zaczynające się gdy tylko poczułam pierwszy instynkt macierzyński a kończące  gdy przyjdzie czas odejść


środa, 17 czerwca 2015

5 rzeczy,w których tata jest lepszy od mamy.

             Jestem dobrą mamą,nie idealną ale najlepszą jaką potrafię. Jednak są rzeczy,w których S. jest 100 razy lepszym kompanem niż  ja.

Chcecie wiedzieć w czym tatuś jest lepszy?


1.Kąpiel-Ooo tak!Tata pozwala znosić do wanny tysiąc zabawek: piłkę,pociąg,samolot,sitko.Robi mnóstwo piany,strzela pistoletami na Wodę i pozwala siedzieć w wodzie aż palce dłoni są pomarszczone.A mama? Mama nalewa Wodę do wanny,myje synka i tyle.

2.Wygłupy-I to takie ekstremalne jak przewroty na łóżku,salta na trampolinie,zawijanie dziecka w koc,karuzela czy rzucanie w siebie nawzajem piłką(gumową). Ja nawet nie mogę na to patrzeć,bo wyobraźnia płata mi figle i widzę możliwość miliona różnych wypadków.Za to D. śmieje się tak że słychać go na pół dzielnicy.

3.Zabawa-Cóż moja cierpliwość na zabawę z D kończy się średnio po godzinie,za to S. potrafi godzinami budować tunele i mosty dla pociągów,wieże z klocków. Tata wciąż ma nowe pomysły i potrafi wymyślić zabawę przy użyciu kartonu czy..szafy.Mamie niestety brak...takich pomysłów.

4.Oglądanie bajek-Tak tata i synek lubią podobne bajki, S.włączą "Epokę lodowcową" "Madagaskar" "Shrek" lub inną bajkę ,znosi do sypialni chrupki,ciastka i napoje i cisza w domu przez 1,5 godziny...mnie bajki nudzą po około 15 minutach

5.Ubieranie-Ja szykuję ubranka dla D. i każe mu się ubierać a S.biega po całym domu za synem bawiąc się przy ubieraniu.


 Co by tu dużo mówić,to co z mamą jest zwyczajną czynnością z tatą jest prawdziwą przygodą

sobota, 13 czerwca 2015

Niektóre marzenia są po to by się nie spełniały.

               Jako dziewczynka chciałam być egiptologiem, poetką,pisarką,księżniczką a nawet żołnierzem. Szczerze o tym marzyłam, leżałam na piętrowym łóżku,które dzieliłam z bratem i wyobrażałam sobie idealne życie. Marzenie zmieniały się wraz z wiekiem,gdy byłam nastolatką chciałam być sławną i bogatą fotomodelką. Nawet próbowałam swoich sił i byłam na kilku castingach...ale wiadomo jak jest...świat modelingu jest okrutny i przeciętna dziewczyna nie ma tam czego szukać. Chciałam też jeździć motorem(koniecznie kawasaki), prowadzić rodzinę zastępczą i być tancerką

Co rok miałam inny plan na życie,mnóstwo marzeń i aspiracji ale rzadko nie dążyłam do realizacji marzeń. Nie z lenistwa czy przez słomiany zapał ale dlatego że samo fantazjowanie sprawiało mi wystarczającą przyjemność.

Jedyne czego pragnęłam całe życie to rodzina. Mąż,dziecko i zwyczajna codzienność.To się spełniło,mam przy sobie  dwóch cudownych facetów i jestem szczęśliwa.
Nadal marze, czasem leżymy z S. i rozmawiamy jakby to było wygrać kilka milionów i co zrobilibyśmy z pieniędzmi ale i bez nich jest nam dobrze.

Również poezja przewijała się przez większość mojego życia,chciałam dzięki niej przekazać ludziom mój pogląd na świat,pomóc przetrwać trudne chwile. Po części się udało,bo choć moją poezję czyta niewiele osób,często dostaje wiadomości z podziękowaniami,że pisze o tym o czym inni nie chcą pisać.

Siedzę sobie,myślę o moim zwyczajnym,nudnym życiu i wiem że niektóre marzenia są po to żeby się nie spełniały :)

środa, 10 czerwca 2015

A ty, tresujesz czy wychowujesz?

  Jakiś czas temu usłyszałam od innej mamy że ja nie wychowuje D. tylko go tresuje...
Dowiedziałam się że jeśli nie potrafię poświęcić się dziecku nie powinnam być rodzicem.
Oto kilka punktów wyjaśniających dlaczego zostałam nazwana Matką-Treserką

1. D. nie spał z nami (czyt.rodzicami) nie licząc 3 nocy zaraz po urodzeniu gdy miał kolki...Co z tego? no przecież Krzywdę robię dziecku! spać z nim powinnam jak najdłużej! spanie z dzieckiem zapobiega SIDS.(Tak wiem że to prawda, jednak historie uduszenia dziecka przez śpiących rodziców przekonują mnie bardziej)

2. Nie bujałam dziecka na rękach przed snem,w wózku też nie,ani w kołysce,leżaczku i innym gadżecie- Błąd! bujać trzeba, bo to rozwija układ nerwowy,nie robisz tego?! Jesteś złym rodzicem.

3. Karmiłam piersią tylko 6 tygodni,z różnych powodów-nie będę się tłumaczyć.Napisze tylko że chciałam ale nie mogłam. Efekt?  Jestem maciora nie matka, MM to pasza a mój syn to prosiak (ale jaki śliczny)

4. Prowadzałam dziecko na szelkach. Tak robiłam to przez około miesiąc,D. miał niecałe dwa latka,w wózku jeździć nie chciał.Chodząc za rękę często się wyrywał, więc zakładałam mu szelki, które owijałam w okół nadgarstka i chwytałam go ze rękę. Nawet gdy się wyrwał na ulice nie wybiegł. Co w tym złego?! No jak to? Traktuje dziecko jak psa i na smyczy prowadzę. Moja odpowiedź? Lepsze dziecko na "smyczy" niż pod samochodem.

5. Zabrałam mu smoczek i nie oddałam! Nie nie ucięłam końcówki,nie kłamałam że piesek/kotek/ptaszek zabrał. Mówiłam przez tydzień codziennie po trylion razy że w dniu urodzin zabiorę ,wyrzucę i nie kupie kolejnego ,bo jest za duży.... To przecież okrutne,taki szok dla dziecka... powinno samo odstawić.

6. Pozwalam żeby się wypłakał/wykrzyczał...Tak sadzam go na schodek i  krzyczy/płaczę tak długo aż się nie uspokoi(Rekord to 42 min.) No ale tak nie wolno przecież! Powinnam, przytulać,całować i mówić że jest,cud miód,malina.Nie ważne że się rzuca,krzyczy ,bije mnie i wymusza. Wymusza płaczem?Przecież dzieci nie wymuszają...Na pewno coś robię źle.
 fot.: Photos.com

7.Przydzielam mu  prace domowe/obowiązki! Pierwszy to sprzątanie pokoju(swojego), nie ma że zmęczony,że bajka jest że głodny...sprząta i Koniec.Po za ekstremalnymi sytuacjami gdy uśnie zanim posprząta lub wracamy późno do domu. wynoś też plastikowe śmieci do specjalnego pojemnika na ogrodzie. Tak nie wolno!!! Wysługuje się dzieckiem,przecież 3 lata to za mało na obowiązki!!!! 

8. Pozwalam by robił wiele rzeczy sam(pod nadzorem). Tak, pozwalam by uszykował sobie sam rano płatki, od początku do końca! Sam wyjmuje płatki i sypie do miski,sam zalewa je mlekiem i sam je! Sam też się ubiera i rozbiera,myje ręce i buzie,zęby, korzysta z toalety i milion innych rzeczy. Co w tym złego? Już pisze,otóż dobra matka biega i usługuje swojemu dziecku żeby ono się czasem nie zmęczyło a ja jestem leniwa i dlatego tego nie robię. 

Takich przykładów znalazłoby się jeszcze kilka ale nie widzę potrzeby wymieniania ich tutaj,bo myślę że każdy zrozumie sens tego wpisu.

To nic że czytam mu bajki co wieczór,że przychodzi co rano do naszego łóżka i tulimy się godzinę,że na każdym kroku zapewniam go o mojej miłości. Nie ważne że chodzę na spacery,śpiewam milion razy jedną piosenkę i biegam na czworaka udając psa... 
Czy to że wychowuje syna trochę inaczej znaczy że jestem złym rodzicem?Nie przeczytałam tysiąca poradników na temat wychowania (dokladnie 2 w ciąży). Wychowuje D. intuicyjnie i jak na razie ma się świetnie. 
              Pozdrawiam Matka-Treserka
Źródło:Internet

sobota, 6 czerwca 2015

Ubierz mnie mamo!

                        Jest czerwiec, temperatury iście letnie mimo, że nadal mamy kalendarzową  wiosnę. Coraz więcej ludzi korzysta z ciepłych dni i wybiera się nad jeziora,morze,pływalnie. Wszystko super ale jedno mnie dziwi- gołe dzieci. Bobasy i kilkulatki, chłopcy i dziewczynki.
Czy naprawdę rodzice nie widzą nic złego w tym że wystawiają intymne części ciała swoich szkrabów na widok publiczny? Tak trudno ubrać dziecku strój na plażę albo zwyczajne majteczki?
To kompletny brak szacunku do intymności własnych dzieci, nie mówiąc już o tym że zdjęcia z takich wypadów często trafiają na portale społecznościowe.  Jestem ciekawa ilu z tych rodziców rozebrałoby się publicznie? Część mam ma problem żeby rozebrać się do bikini a pozwalają by ich kilkulatki biegały nago...
Źródło:internet
Zakończmy temat szacunku do naszych dzieci, bo to kwestia sporna i każdy ma do tego inne podejście. Co z wszech obecnym piaskiem? Mokre dziecko siada na piasku,który wkrada się we wszystkie zakamarki i przez kilka kolejnych godzin obciera małą pupę... no drogie mamy i tatusiowie zróbcie taki test: wymoczcie się w wodzie a później usiądźcie na piasku na kilka minut. Wygodnie? Nie?! dziwne...

Kolejnym problemem są ludzie... Nigdy nie wiemy czy gdzieś obok nie czai się "miły pan", który z radością spogląda na małe pupki a nie daj Boże robi zdjęcia.
Źródło:internet

No i co z współbywalcami ? Ja szczerze mówiąc nie chciałabym żeby mój trzyletni D. oglądał nagich, obcych ludzi, nie ważne  czy mają 3 czy 30 lat. Chce mu oszczędzić tego widoku. A bobasy bez pieluch? posikujące swobodnie do jeziora czy basenu... nie fajne.

Przecież nawet jeśli wypad jest spontaniczny, dziecko może kąpać się w zwykłych majteczkach a w przypadku dziewczynki w majtkach i koszulce... No i pomyślcie przyszłościowo... czy za 20 lat wasze dziecko będzie zadowolone że publicznie biegało nago... wątpię
D. rok temu w ogrodowym baseniku

piątek, 5 czerwca 2015

Zrobisz sobie następne

                   Kobieta zachodzi w ciąże mniej lub bardziej wyczekaną. Mija pierwszy szok, niedowierzanie i zaczyna cieszyć się z rosnącego w niej życia. Potwierdza ciąże u lekarza, fasolka rozwija się prawidłowo. Leżąc w łóżku ze swoim mężczyzną snują plany, oglądają ubranka i wybierają imiona.
Przyszła mama odmawia sobie ulubionej kawy, bierze witaminy, wszystko dla dobra maleństwa. Nagle ból, krew, karetka, szpital i chłodne słowa lekarza "Nic tam już nie ma,poroniła pani".
Cisza, niezrozumienie i morze łez. Mijają dni, tygodnie, miesiące i wraca do "życia", idzie się spotkać z przyjaciółką. Kawa, kilka grzecznościowych formułek i pada klasyczne zdanie "Jesteś młoda, zrobisz sobie następne". Pewnie 90% kobiet ma ochotę wtedy krzyczeć, bić i płakać jednocześnie. To chyba najgorsze co można usłyszeć po stracie dziecka. Jasne można zajść w kolejną ciąże, urodzić zdrowe dziecko ale to nie sprawi, że się zapomni. W sercu do końca życia zostanie rana, która od czasu do czasu będzie krwawić. Gdzieś między prysznicem a śniadaniem... otworzy się i zacznie boleśnie o sobie przypominać. "Ile to już miesięcy?", "Już by było z nami.", "Właśnie zaczynałby przedszkole." 
Tracąc dziecko tracimy kawałek swojej duszy, odrobinę uśmiechu. Stajemy się nadzwyczajnym rodzicem, mamą aniołka. Na pozór jesteśmy zwyczajne, nie wyróżniamy się niczym spacerując po parku a jednak żyjemy z niepełnym sercem.
fot. Monika Wieczorkowska

Zanim powiesz "Możesz znów zajść w ciąże" kobiecie, która straciła dziecko, ugryź się w język, pomyśl i... nie mów! Przytul, chwyć za rękę, powiedz, że będziesz obok ale nie wmawiaj, że czas leczy rany a kolejne dziecko sprawi że zapomni.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Dlaczego jestem do dupy we wszystkim co robie?

Mam problem z niską samooceną,zawsze tak było. Kiedyś ten problem dotyczył mojego wyglądu,twarzy,włosów,figury,ubrań. Wciąż mi się wydawało że nie dorastam do pięt swoim rówieśniczką.Nie wiem dlaczego tak było,nie wiem też kiedy i dlaczego to się zmieniło. Nadal daleko mi do ideału kobiecości ale teraz mi to nie przeszkadza, jestem przeciętna,zwyczajna i dobrze mi z tym.
Niestety od dłuższego czasu mam trochę inny problem z niską samooceną a mianowicie czuje się do dupy we wszystkim co robię,nie mogę znaleźć pasji, dzięki której czułabym że jestem w czymś dobra. Tak było od dziecka. Najpierw gimnastyka,wiersze,wioślarstwo,znów pisanie,taniec,recytacja wierszy na konkursach,lekkoatletyka,personalizowane obrazki,znów wiersze i proza a teraz blog. Lubie to robić,wszystko plus mnóstwo innych rzeczy ale nie czuje się w tym dobra.
Czytam inne blogi,chyba nałogowo i zastanawiam się "Co ja robię w tym blogerskim świecie,przecież to kompletnie inny poziom". Nie pisze tak dobrze jak inne blogerki,może to kwestia czasu? a może tego że jestem zbyt "delikatna" ? Nie wiem. Nie chodzi tylko o blog,to prześladuje mnie wszędzie.Przy pisaniu wierszy,tańcu a nawet w macierzyństwie, Moje dziecko nie należy do aniołków o czym pisałam tutaj. Często mam wrażanie że to nie do końca wina charakteru a moja...że jestem za mało stanowcza, za często daje słodycze, za mało wymagam. Jak napisze wiersz,zanim wstawię go na swoją stronę lub opublikuje na grupie poetyckiej czytam go kilkanaście razy. Wydaje się dobry więc wrzucam i jest dobrze dopóki nie zacznę czytać wierszy innych poetów.Wtedy już wiem że daleko mi do bycia dobrą poetką.
Zazdroszczę wielu ludziom talentu,ale to nie jest taka zazdrość że siedzę przed komputerem i anonimowo hejtuje. Po prostu miło widzieć jak ludzie znajdują swoją pasje,lubią to co robią i wiedzą że są w tym dobrzy. Chciałabym kiedyś taka właśnie być,pewna siebie,znająca swoją wartość,talenty, zalety i wady. Dlaczego tego nie potrafię? Dlaczego w żadnej dziedzinie nie mogę się do końca odnaleźć? Kto rozwikła zagadkę?
Źródło:Internet