wtorek, 29 września 2015

Dałam sobie rok...

                                            Nigdy nie czułam wyższej potrzeby pisania bloga.Nie mam interesującego życia, nie zajmuje się tworzeniem cudów z tiulu,wełny czy innego materiału,o których mogłabym pisać. Nie mam wiele do powiedzenia w kwestii wychowania dzieci czy zdrowego odrzywiania.
Ja zwyczajnie kocham pisać,robię to od dziecka. Z moich wyliczeń wynika że od około 15 lat.
Blog to miał być test,dzięki któremu dowiem się czy potrafię pisać coś więcej niż ciężką do zrozumienia poezje i prozę. Dałam sobie rok,rok na pisanie i wejście w ten okrutny blogowy światek. Obiecałam sobie że jeśli blog uzyska w ciągu roku 1000 polubień na fan page,wpisy będą czytane i komentowane blog zostanie pełnoprawną częścią mojego życia.

Niestety od jakiegoś czasu myślę nad wykorzystaniem opcji "usuń"...czuje że robię z siebie pośmiewisko zajmując się czymś do czego się nie nadaje i to nie wina hejtów a moje zdanie.
W zamyśle blog miał być o macierzyństwie ale uświadomiłam sobie że mimo iż jestem mamą ponad 3 lata nic o nim nie wiem. Miałam pisać o codzienności ale jest nudna(przynajmniej moja). Mogłabym pisać o życiu na emigracji ale nie widzę specjalnej różnicy między życiem w UK a PL (oczywiście z wyjątkiem kwestii finansowych)

Po raz kolejny zastanawiam się czy warto pisać tu dalej jeśli to nikomu nie pomaga? Może jestem naiwna ale wciąż wierze że mogę pomóc tym co robię,albo chociaż wywołać sekundowy uśmiech na twarzy. Nie raz słyszałam że moja poezja leczy dusze, pomaga inaczej spojrzeć na problemy, więc pisząc kolejny wiersz mam poczucie że robię coś cholernie dobrego,bo nawet jak uratuje jedną osobę to i tak ogromny sukces. wrzucają tutaj kolejny tekst czuje że jest kiepski... i myślę "usuń ten piep***ny blog" ale


obiecałam że dam sobie rok....





piątek, 4 września 2015

Trochę inne macierzyństwo-młode mamy.

Dzisiejszy post jest inny niż dotychczasowe teksty dodawane na tym blogu... 3 wyjątkowe mamy opowiedzą nam o swoim wczesnym macierzyństwie, o tym jak poradziły sobie z edukacją, wychowaniem dziecka i kpinami otoczenia. Zapraszam :)



Sandra(24l),mama Wiktorii(9l) i Patrycji(16msc.)

"Tak naprawdę nie wiem od czego mam zacząć moje życie jest dość kontrowersyjne. Jestem mamą inną niż wszystkie Powód?zostałam nią mając 15 lat !!!
Zacznę od początku żeby wam opisać jak to wyglądało  z czym się wiązało piekło ,przez które przeszłam.Sandra czy Ja :) 14 latka zakochana po uszy, prawdziwa pierwsza miłość.On starszy o 6 lat...tak wiem szokuje ale tak było.Zawsze byłam osobą samodzielna ,nie zawsze wybierałam drogi dobre i nie raz łamałam prawo  Za które nigdy nie odpowiadałam przed Sądem , Zawsze mówili że jestem bardzo dojrzała jak na swój wiek.Czułam się dorosła i za taką się wtedy uważałam . Czułam się samotna, opuszczona ,nie akceptowana przez Matkę i ojca, który na wszystko pozwalał by mieć spokój.Brakowało mi ich , najbardziej miłości P. poznałam przypadkiem ,potrafił mnie słuchać,dawał miłość i czas którego tak mi brakowało. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie . Dni z nim były takie same, rozmowy o życiu, o niczym...Z miesiąca na miesiąc posuwaliśmy się dalej aż doszło do zbliżenia. Po 8 miesiącach związku okazało się że jestem w ciąży . Pamiętam jak tydzień wczesnej oglądałam "Rozmowy w Toku"o Nastoletnich Matkach.Sądziłam że to nie możliwe , a jednak padło na mnie. Gdy zobaczyłam test pomyślałam że koniec ze mną , Matka mnie zabije on zostawi . Myślałam o samobójstwie ale nigdy  o aborcji. Nigdy nikogo nie zabiłabym to dlaczego miałam teraz to zrobić . Wolałam zabić siebie ale myśl że dziecko jest we mnie...że żyje.Sprawiło że nie mogłam . Gdy robiłam test prawdopodobnie byłam już 3mc. byłam jedna z tych co miesiączkę miały regularnie aż do 3 mc ciąży.Ubzdurałam sobie że nikt się nie zorientuje kupowałam na lewo witaminy.On się bał konsekwencji swojego czynu. ja bałam się że go zamkną i zostanę sama . W ukryciu trwałam do 7 mc ciąży wtedy zaczynało być widać. Plotki po szkole chodziły aż dorwała mnie wychowawczyni ale nie przyznałam się .Ona po kryjomu skontaktowała się z mamą . No i się sypło z jednej strony się cieszyłam że nie muszę udawać , z drugiej cholernie się bałam. Mama wykrzyczała na mnie słowa, które za każdym razem wbijały mi nóż w serce ,słowa bolące niesamowicie .Ja  wykrzyczałam jej że gdzie była przez ostatnie lata . W końcu usiadłyśmy i płakałyśmy . Powiedziałam jej że urodzę, że nie oddam bo jest moje obiecała że pomoże . Hmm Tata dowiedział się miesiąc przed porodem . Jego słowa brzmiały tak:"Mogłaś powiedzieć wcześniej udało by się coś z robić a teraz co ?"  Wybiegłam z domu z płaczem prosto do P . Jego matka wiedziała wszyscy już wiedzieli no prawie ...prócz mojego Brata.Pierwsze porządne USG... widziałam ją ,słyszałam lekarz nie komentował wytłumaczył i powiedział że najbliższe dni spędzę w szpitalu.Rozwarcie na 3cm...na jego Oko był to 30 tydzień.Trafiłam do Szpitala Świętej Rodziny w Poznaniu. Jedynie tam mogłam rodzić , pobyt tam spowodował u mnie brak wiary w ludzi. Lekarze zrobili USG ,nie wiedzieli ,który tydzień.Było ich czterech,każdy mówił coś  innego . Za drzwiami czekała Policja ,czekali na moje zeznania.. pielęgniarka powiedziała że mnie zgwałcił tłumaczenie się przed nimi nie było łatwe i przyjemnie.Rozmowy z psychologiem nie wpłynęły na  zmianę moich zeznań. Wytrzymałam do 32 tyg ,gdy zaczął się poród trwał 2,5 godziny . Rozdziałam siłami natury gdy było po wszystkim panowała cisza pytałam dlaczego Ona nie płacze lekarze biegali ze sprzętem ,po 10 minutach dopiero ją usłyszałam, zaczęłam płakać razem z mamą ,bo to ona była przy porodzie .Stan Wiktorii był ciężki i dlatego dałam jej to imię . Nie dawali szans że przeżyje zapalenie płuc ,bezdech i inne schorzenia . Pytali się czy ją oddaję ..to pytanie słyszałam wiele razy ale nigdy nie powiedziałam im że Tak. Gdy ją zobaczyłam pierwszy raz w inkubatorze ,walczącą o życie...płakałam godzinami obwiniałam siebie za jej stan.Mówiłam jej że musi żyć dla mnie i nie może mnie zostawić . Z dnia na dzień stan mojej córki się poprawiał dawała samodzielnie sobie radę . My w tym czasie załatwialiśmy dokumenty.Postanowiliśmy iż moi rodzice zostaną rodziną zastępcza dla niej , do moich 18 urodzin. P dostał wyrok w zawieszeniu za sypianie z nieletnią,ja upomnienie za sypianie z dorosłym Szykowanie pokoju i indywidualnego Nauczania w domu .Po miesiącu wypuścili Wiktorie do domu,mama pomagała mi we wszystkim. Uczyłam się dla niej,każda dobra ocena była dla niej... P. tym czasowo mieszkał z nami by pomagać . Córka rosła a mnie rozpierała duma.Nie miałam koleżanek ,wszyscy uważali mnie za dziwkę, szeptali ,wytykali,obrażali nie tylko mnie ale i Wiki.
Po jakimś czasie przestałam reagować , zdawałam z klasy do klasy ona rosła musiałam zmienić swoje życie dla niej.Pierwsze 4 lata to były częste wizyty u lekarzy w poradni wcześniaków Zajmowałam się małą jak mogłam najlepiej, nie brakowało mi imprez ,swobodnego życia . Kochałam je takie jakie było.Może to dla tego że w końcu ktoś tak mały kochał mnie bezgranicznie.Z .P rozstałam się, nasz związek zaczął być chory , awantury , krzyki i przemoc.Stał się kimś innym zupełnie obcym człowiekiem.Oddalał się ,aż gdy Wiki miała 2, 5 roku odszedł ode mnie i po pewnym czasie od niej. Brakowało mi go z początku, później stwierdziłam że to dobrze . Bałam się związku nowego czy pokocha mnie i Wiki i czy będzie dla niej dobry. Aż pojawił się on: Paweł-człowiek, który zmienił mój pogląd na ludzi przewrócił mi wiarę w nich . Dał mi szanse na lepsze a co ważne pokochał Wiki jak swoje dziecko. P, przestał odwiedzać Wiki aż w końcu zapomniała o nim a Pawła zaczęła nazywać go "Tata".Rodzina Pawła  przyjęła nas ciepło, od razu należałyśmy do ich grona. Matka P. zerwała kontakt ,nie była już babcia tylko obca osobą.Wiki zyskała nowych dziadków, ciocie ,wujów , oraz Prababcie . Ludzi,którzy kochają ją nad życie . Paweł stał się naszą opoką i miłością życia.  z P łącza mnie dziś tylko zaległe Alimenty i nic więcej,nie widuje go,nie rozmawiam i tak zostanie.Wiki ma już prawie 10 lat, ja prawie 25 .Jest starszą siostrą 16 miesięcznej Pati. Obie są oczkami w głowie Pawła ,mi nic więcej nie potrzeba . Może i nie mam studiów tylko zawodówkę ale moje dzieci mają moją bez graniczną miłość i młodą szaloną mamę . Nie oczkuje oklasków, pochwał, wystarczy mi to że ludzie przestaną atakować młode matki i je obrażać .Im potrzeba wiary w ludzi,pomocy i zrozumienia by czuły się akceptowane . To tyle , skróciłam moje 10 lat jak tylko mogłam . Pozdrawiam was Serdecznie . S.D"




Monika(19l) mama Leny(16msc.)

"Dzień dobry. Mam na imię Monika i mam 19 lat. Moja córka Lena ma 16 miesięcy i chciałam wam opowiedzieć naszą historię na prośbę naszej kochanej Oli J.Mając lat szesnaście poznałam ojca mojego dziecka – był przystojny, coś mnie w nim urzekło. Zagadałam i tak zaczęła kręcić się nasza historia. Pół roku później, miesiąc po moich siedemnastych urodzinach okazało się, że jestem w ciąży. Dla mnie to był mega szok i płacz. A mój facet.. no cóż, on się cieszył. Było to tak dziwne, że aż tą swoją radością mnie wkurzał. Ale stanął na wysokości zadania – był przez całe dziewięć miesięcy i półtora miesiąca po porodzie. Potem nas zostawił.. z tego miejsca, serdeczne chciałabym pozdrowić niedoszłą teściową i resztę jego rodziny.Przyszedł w końcu czas, kiedy o wszystkim powiedzieliśmy rodzicom. Moi nie byli zachwyceni, powiedzieliśmy sobie wiele słów, których do tej pory żałujemy, ale już jest w porządku. Rodzice, jak to rodzice – również stanęli na wysokości zadania. Opłacali ginekologa, wszystkie potrzebne badania. I załatwili wszystko w szkole tak, bym mogła mieć zajęcia indywidualne. Jednak do ósmego miesiąca dzielnie chodziłam do szkoły, nie zwracając uwagi na docinki  (tutaj pozdrawiam Kacpra – anioła stróża, który zawsze przy mnie czuwał i umiał zamknąć jadaczkę tym najbardziej ujadającym).Mieszkam w wiosce. To że byłam w ciąży było sensacją. Dalsi sąsiedzi i dwoje największych plotkarzy w wiosce nie zostawiło na mnie suchej nitki. Było przykro tego słuchać, ale się nie dałam. Z jednym panem stanęłam kiedyś oko w oko i powiedziałam mu co myślę o nim i jego gadaniu o mnie. Mnie mógł obrażać, ale nie moje nienarodzone dziecko. Nauczyciele zareagowali w bardziej normalny sposób. Byli wspaniali – przyjeżdżali tak jak mi pasowało, zawsze przed lekcją dzwonili, czy na pewno mają przyjechać i w tym czasie byli naprawdę dobrym wsparciem. Moi koledzy i koleżanki z klasy również zachowali się świetnie. Zawsze mogłam liczyć na trójkę moich przyjaciół – Roksanę, Martę i Ziemowita. Jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam. Roksana była jedną z pierwszych osób, które zobaczyły Lenkę. Przyjechała zaraz po moim telefonie i spędziła z nami cały dzień, a później wpadła co drugi. Kocham ją J. Lenka zawsze coś dostawała od mojej klasy, choć nie musiała. Oni wtedy byli najlepszym wsparciem na moje złamane serce.Moi rodzice bardzo się dla mnie poświęcili. Jak chodziłam do szkoły przez cały rok zajmowali się Lenką. Spali z nią, wstawali do niej.. i dzięki tej pomocy, ukończyłam wymarzone liceum. Fakt faktem, nie zdałam matury z matematyki, ale mimo wszystko mogę powiedzieć: poradziłam sobie. Jestem wielka.



Ewa(25l) mama Zosi(7l)



"Gdy zaszłam w ciąże miałam 17 lat. Od pol roku mieszkałam  z ojcem dziecka pracowałam i uczyłam się zaocznie.  Ciąża nie była dla nas niespodzianka,  raczej efektem naszego eksperymentu. Postanowiliśmy ze przez jeden miesiąc zaryzykujemy bez tabletek, jeśli Zajdę w ciąże to fajnie, jeśli nie dalej będę brała tabletki. Rozmawialiśmy już wcześniej na temat dziecka, oboje mieliśmy po Górkę w domach. Byliśmy strasznie zakochani wiec dziecko miało być cementem dla naszego Związku i rodziny. Oczywiście dostaliśmy od losu co chcieliśmy... okazało się ze jestem w ciąży. Były łzy szczęścia, ogromna radość... tego dnia nie zapomnę nigdy. Chodziliśmy po Długiej w GDAŃSKU wtuleni, szczęśliwi, snuliśmy plany. Pierwsza o ciąży dowiedziała się moja mama. Na pytanie ojca dziecka o moja rękę od razu wiedziała co jest grane. Odziwo tez płakała  ze szczęścia. Gorzej z drugimi dziadkami... padła masa słów,których nigdy nie zapomnę- ,,złapała Radka na dziecko,, ,, nie wiem co wy z tym dzieckiem zrobicie ,chyba oddacie do domu dziecka,, ,, lepiej by było jak by poroniła,,... Wróciliśmy do rodzinnego miasta, a ciąża niestety stała się okresem konfliktów, awantur i łez ale już nie  radości. Konflikty miedzy teściami a moja mama narastały a co za tym idzie odbijały się na nas i naszym związku. W rezultacie on uciekł od problemów do pracy ,do norwegi a ja zostałam sama z ciążą i problemami. Tydzień po jego wyjeździe wylądowałam w szpitalu. 7 tygodni  w lęku o życie maleństwa ... przez ten cały czas teście nawet nie zadzwonili, nie zapytali o dziecko. Pierwszy raz pojawili się już po porodzie. 7 lipca 2008 roku po wielu łzach, strachu, żalu urodziłam mala Zosie. Jej tata zobaczył ją pierwszy raz gdy miała 3tygodnie dopiero wtedy wrócił do polski. A jego powrót i narodziny malej jeszcze bardziej zaogniły sytuacje. Moja mama uważała że po tym wszystkim powinnam zostawić Radka, odwrócić się od tej rodziny. Ale sama wychowywałam się bez ojca i nie chciałam robić tego malej,. W efekcie mojej decyzji mama wyrzuciła mnie późnym wieczorem z trzy tyg dzieckiem na rekach... pierwszy tydzień to była tułaczka z maleństwem po rodzinie później po wynajętych mieszkaniach. Zyskałam męża i córkę a straciłam matkę... do dnia jej śmierci nie rozmawiałyśmy ze sobą, nie była na moim ślubie. Mimo wszystko bez jej pomocy dałam sobie rade. W weekendy chodziłam do szkoły, skończyłam liceum, w między czasie pracowałam. Czasem ciężko było, zorganizować opieki nad małą Gotować ,prać,sprzątać, uczyć się, pracować, opłacić rachunki, utrzymać się.Jednak jakoś udało się  pogodzić  wszystko. Teraz Zosia ma 7 lat, ja 25, na koncie wiele łez, nieprzespanych nocy,masę konfliktów, stosy pampersów, majątek wydany na mm, zabawki, ubranka itp, i wiele straconych imprez Małżeństwo nie przetrwało, rozpadło się. I choć wiem teraz że szaleństwem było decydowanie się na dziecko w tak młodym wieku to nigdy nie żałowałam tamtej szalonej decyzji. Dziś mogę powiedzieć że w dużej mierze to że jestem kim jestem ,jaki mam charakter zawdzięczam tym wszystkim kopniakom jakie dostałam od losu jako młoda matka. A widok uśmiech córki wynagradza wszystko."



Każda z tych historii jest inna,dla mnie każda na swój sposób wyjątkowa. Pokazują wielką siłę miłości do dziecka. Uczą nas że nie każda młoda mama to "puszczalska małolatka"...pokazują że rodząc dziecko w wieku nastu lat można być dobrym rodzicem mimo przeciwności losu