poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Ciii, i nikomu nie mów...

Długo, oj bardzo długo zbierałam się by napisać, a przede wszystkim opublikować ten post. Chyba tysiąc razy układałam i zmieniałam go w swojej głowie. Już wielokrotnie zostałam skrytykowana, gdy obnażyłam swoje obawy dotyczące miłości do drugiego dziecka. Dziś a właściwie już wczoraj zebrałam się na odwagę i skończyłam ten tekst, w końcu ten blog powstał po to bym mogła wyrazić tu siebie.

                      Od kiedy urodził się mój ukochany synek, bałam się jak to będzie gdy/jeśli będę miała drugie dziecko. Czy pokocham je tak samo jak wyczekanego chłopca? Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Przecież żadne inne dziecko(nawet jeśli moje) nie będzie tak piękne,mądre i doskonałe jak mój syn. Tylko on ma te cudnie błękitne oczy i rozbrajający uśmiech łobuziaka.
                     Gdy zdecydowaliśmy się na drugie dziecko nadal pełna byłam obaw, choć pragnęłam kolejnego dzieciątka i rodzeństwa dla Dennisa. Wiedziałam, że będę potrafiła traktować maluchy równo ale nie potrafiłam być pewna jakie będą moje uczucia, bo przecież nie da się nad nimi panować.
Kobiety posiadające więcej niż jedno dziecko, twierdziły, że wszystkie dzieci kocha się jednakowo bez względu na płeć,wiek wygląd czy kolejność urodzenia a mnie uważały za dziwną(to najlżejsze określenie). 
Dla mnie to co mówiły wydawało się bzdurą, bo jak można dwie inne osoby, często o skrajnie różnych charakterach kochać tak samo? Dużo się nie pomyliłam. Wcale nie chodzi tu o siłę miłości a o powiedzmy... jej rodzaj. 
Inaczej kocha się dziecko pierwsze, starsze, z którym zbudowaliśmy już więź, mamy wspólne zabawy i wspomnienia, a zupełnie inaczej kocha się nowo narodzone maleństwo, w którym dopatrujemy się podobieństw do nas i rodzeństwa, czujemy jak rodzi się więź. Ono teraz jest tym słodkim maleństwem,które potrzebuje nas 24 godziny na dobę, najmłodszym przy którym pierworodne wydaje się "prawie dorosłe". 
                      Łapiemy pierwszy uśmiech,kąpiel czy ząbek ale robimy to po raz drugi. Często jesteśmy pewniejsi siebie i bardziej zdystansowani, bo wiemy już o co biega w byciu rodzicem. Nierzadko mniej nosimy drugie dziecko, nie zmieniamy pieluchy co godzinę z zegarkiem w ręku czy nie wybudzamy w nocy na karmienie. To wcale nie znaczy, że kochamy to młodsze dziecko mniej, ta miłość jest po prostu inna. Często mam wrażenie, że spokojniejsza i bardziej dojrzała.

                         Pewnie zastanawiacie się dlaczego tak wzbraniałam się przed publikacją tego postu... otóż kilka razy zdarzyło mi się wspomnieć o moich obawach koleżanką i na forach rodzicielskich. Niestety zalała mnie ogromna fala krytyki i niezrozumienia. Słuchałam i czytałam, że to nienormalne, że będę wyrodną matką, a nawet, że skrzywdzę własne dziecko. Czułam się z tym okropnie, mimo, że nigdy nie mówiłam, że nie pokocham małej Noemi a jedynie obawiałam się, że nie pokocham jak tak jak pierworodnego. Tyle się czyta o tym, że kobiety powinny otwarcie mówić o swoich obawach i problemach związanych z macierzyństwem by uniknąć depresji. Cóż mnie te rozmowy wpędziły niezłego doła i niepewność, więc droga mamo/przyszła mamo mam dla ciebie radę...

        ... Ciii, i nikomu nie mów... 

 

a na pewno nie koleżance.Omijaj też fora internetowe i grupy rodzicielskie. Jeśli wątpliwości nie dają ci spać porozmawiaj z położną,ginekologiem, psychologiem albo zwyczajnie poczekaj by zobaczyć jak będzie.



Na koniec dodam tylko, że mam teraz dwoje dzieci, każde z nich kocham równie mocno mimo że, każde kocham inaczej.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Podwójne szczęście #1

Obiecałam, że pojawi się tutaj post o byciu mamą dwójki maluchów więc jest. Pierwszy ale nie ostatni, bo będzie to cykl, choć pewnie nieregularny;) 

Mała Noemi jest już z nami ponad miesiąc, niesamowicie szybko uciekły mi te ostatnie tygodnie. Myślę, że co nieco mogę już powiedzieć o tym jak czuje się w roli podwójnej mamy, więc... mam stanowczo mniej czasu ale póki co daję radę ogarnąć wszystko. Wypracowałam sobie pewien system sprzątania, gotowania i innych obowiązków, który jak na razie się sprawdza. Mam nawet trochę czasu dla siebie i żyje z nadzieją, że tak zostanie.
Cierpliwości mam więcej(kilogramów tez), Jakoś tak mniej krzyczę, więcej tłumacze, spokojniejsza jestem... zupełnie nie wiem dlaczego, bo zawsze wydawało mi się że zeświruje na początku przy dwójce dzieci. Z resztą koleżanki opowiadały, że przy więcej niż jednym dziecku wciąż brakuje cierpliwości i czasu a samotna wizyta w toalecie to święto... tymczasem ja nadal pijam poranną kawę w łóżku ;) 
 
Noemi


Mała nie jest wymagającym dzieckiem, choć było już kilka bezsennych nocy i
gorszych dni. Pierwszy tydzień był trudny, bo mimo, że trzymałam na rękach niejednego noworodka to bałam się, że zrobię krzywdę tej maleńkiej dziewczynce. Dopiero po urodzeniu Noemi dowiedziałam się jak wiele to kilogram, i uwierzcie różnica między "normalnym" bobasem ważącym 3000-3500g a takim maleństwem,które ma nieco ponad 2 kilo jest ogromna. Na szczęście mała szybko przybiera na wadze i przekroczyła 3000g. Dużo śpi,dużo je i mało płacze, więc chyba nie ma co narzekać.

Dennis
Synek też ma ciężkie dni i noce częściej niż kiedyś. Myślę, że mimo iż rozumny z niego 4 latek to cała sytuacja z narodzinami siostry i domem pełnym ludzi(mamy gości) jest dla niego niełatwa.Kocha siostrę, przytula mówiąc "moja Emi". kilkadziesiąt razy dziennie całuję ją w rączkę, a wieczorem daje buziaka w policzek i życzy miłych snów. Jednocześnie jest zły, bo zabrała mu kawałek mamy. Czasem wpycha mi się na kolana i udaje niemowlę,domagając się smoczka czy butelki, tłumacze wtedy jak dobrze być starszym, móc bawić się i oglądać bajki i myślę, że z czasem mu przejdzie.

Ja
Pod tym względem mi też trudniej, bo niby jest dobrze i czuje się spełniona ale moje serce rozrywa się na pół między płaczącą Noemi a Dennisem proszącym o kubek kakao. Nie chce mu kolejny raz mówić"za chwilę", bo karmie czy przewijam jego siostrę. On niby rozumie i nie ma mi tego za złe ale czasem smutnieje albo złości się. Trudno mu, widzę to. Mogę otwarcie powiedzieć, że to jest dla mnie najtrudniejsze... z jedynakiem jest znacznie łatwiej. Nie trzeba dzielić czasu i miłości na dwoje. Czasem nachodzi mnie myśl, że zrobię im krzywdę, bo nie będę potrafiła podzielić czasu i zainteresowania po równo ale wtedy patrzę jak Dennis siedzi obok leżaczka podając swojej siostrze palec a ona zaciska na nim swoją maleńką dłoń i wiem że będzie im łatwiej, bo mają siebie. Już ja zadbam by więź między nimi była niepowtarzalna.