wtorek, 20 września 2016

Jesień

     Od czasu do czasu, średnio raz w roku mam gorszy czas. Tegoroczny dół dopadł mnie właśnie teraz. To wcale nie dlatego, że jesień przyniosła zimne poranki, obowiązki  szkolne i katar.
Lato odchodząc zabrało cała moja pewność siebie, i po raz kolejny przestałam wierzyć, że kiedyś odnajdą się  w czymś na 100%. 
Moja maleńka córeczka męczy się z ząbkowaniem, cudowny syn częściej niż zwykle krzyczy, moje pokłady cierpliwości kończą się zaskakująco szybko a wszystko to sprawia, że czuje się kiepskim rodzicem. Płacze częściej niż zwykle i z błachych powodów, szybciej się denerwuje co sprawia, że po raz kolejny czuje się jak zła matka.
Przestałam  pisać nawet poezję, książka leży  niedokończona, strona powoli umiera. Nie czuję się w tym dobrze,nie czuję się dobrze w niczym. Czuję, że cała moja wypracowana pewność siebie znika gdzieś  w szarej i trudnej codzienności.
Wiem, powinnam się cieszyć, jestem zdrowa, mam zdrowe dzieci, cudownego partnera, jedzenie i dach nad głową. Niestety, moja pewność  siebie usycha, a ja znów  łapie  się na tym, że nie jestem dobra w pisaniu, nie jestem dobra w niczym. Serio  zarówno z blogiem, jaki i z poezją  mam swoje "ciągi", są dni, tygodnie a nawet miesiące gdzie nie potrafię żyć bez tego. Później wszystko się kończy, wypala, odchodzi. Coraz częściej  dobija mnie to, że  blog się nie rozwija, stoi w miejscu. Cieszę się tymi stałymi czytelnikami, pewnie gdyby nie oni już dawno usunelabym blog a tak istnieje. Jest i zabiera  ten kawałek miejsca w sieci, stoi w miejscu jak nieporadne dziecko, które nauczyło się stać ale nie wie jak zrobić pierwszy krok.
Wkurzam się, że nie potrafię pisać poezji dla mas, że nie potrafię pisać o miłości, mimo iż doświadczam jej co dnia. Denerwuje mnie, że tak łatwo pisać mi o bólu, nie tylko moim. Ze kolejne moje opowiadanie jest "zbyt mocne" czy "brutalne".
Tak więc znów pisze do szuflady.
Blog nadal w stanie zawieszenia
Strona w śpiączce
A ja dalej poszukuje "tego czegoś"