wtorek, 25 października 2016

Sposób na zielone

                   kocham szpinak jak mało kto, w każdej postaci. Wiele osób jednak za nim nie przepada. Mam dla was przepis, który być może przekona was do tego zielonego koszmaru z dzieciństwa.

POTRZEBNE BĘDĄ:

-Łyżka masła
-300g. Pieczarek
-Świeży szpinak
-150ml śmietanki 18%
-50g. Startego żółtego sera

ZMIKSUJMY TO W PYSZNĄ CAŁOŚĆ

Masło rozpuszczamy w garnuszku lub na wysokiej patelni. Dodajemy pokrojone w półplasterki pieczarki. Gdy pieczarki już się podsmażą wrzucamy świeży szpinak i smażymy na małym ogniu, aż szpinak będzie miękki. Zalewamy to wszystko smiatanką i chwilę razem dusimy by smaki się połączyły. Teraz doprawiamy odrobiną soli i pieprzu. Na koniec należy dodać starty ser i wymieszać.
Najlepiej smakuje  podane z makaronem.
     
                    SMACZNEGO :)


sobota, 15 października 2016

Ta dziwna miłość

                 Miłość matki to przedziwne uczucie, wiedziałam  to od zawsze. Ostatnie miesiące  i fakt posiadania kolejnego dziecka  tylko to potwierdziły. Załączam opis jednego z naszych  wieczorów, by was przekonać  do nienormalności tego uczucia.
         
          Doprowadzają mnie do szału te moje dzieci. Noemi szczególnie, Dennisowi już coś wytłumaczysz i wiesz o co mu chodzi a ta mała pyza drze się jak powalona od kilku dni.
Średnio od godziny 18:00 mam w głowie jedną myśl, "niech kuź*a wreszcie wybije 20sta a oni zasną"
Jest nareszcie, TEN CZAS, TA GODZINA!
Przebieram Noemi w śpiocha, obok siada  Dennis i zakłada pizame. Założył, idzie do łóżka tysiąc razy powtarzając, że nie chce spać i chce się kąpać(nie ważne, że 20minut wcześniej stanowczo odmówił kąpieli). Idę zrobić mleko dla pyzy, karmię ją  a ona co? Je, a zaraz przestaje i krzyczy, znowu je i znowu krzyczy. Zjadła -krzyczy, podnosze mała żeby mogło jej się odbić a ona co? Krzyczy! Odbiło jej się, znowu krzyczy. Kładę ja obok Dennisa w jego łóżku, jest spokój( ona chyba go lubi).
Czytam krótką bajkę, daje buzi młodemu, mówię  kocham, podnosze małą  i wychodzę. Odkładam Noemi do łóżeczka, co robi? Krzyczy  oczywiście. Fu*k zapomniałam z salonu pieluszki, z którą śpi. Zbiegam na dół, biorę pieluche, łyk herbaty w biegu i wracam do sypialni. Podaję pieluche, nie działa, ona nadal krzyczy. Kładę ją  obok siebie - zasypia. Odkładam Noemi do łóżeczka, chłodno jest jakoś, zbyt daleko od mojego serca śpi.
Nie słyszę Dennisa, wchodzę do jego pokoju, on już zasnął. Tylko dwa razy krzyknął "kocham Cie", tylko raz dzisiaj poprosił o buzi. Patrzę na niego przez chwilę, "Boziu jaki on duży" - myślę.
Wchodzę do sypialni, Noemi śpi. Zastanawiam się jak mogłam nie chcieć córki, że niby drugi syn mi się marzył?!
Schodze na dół ogarnąć. Składam różowe skarpetki Noemi, "kiedy jej urosną te maleńkie stópki?".
Pakuje odrobione lekcje Dennisa,  wzorowy uczeń(serio!) zastanawiam się czemu w domu taki z niego łobuziak.
KONIEC.
Serio czy to nie dziwne?