wtorek, 29 listopada 2016

Balansując na linie.

                       Myślę, że to będzie dziwny post ale chciałam  go napisać już dawno. Chciałam  ale nie do końca potrafiłam ubrać w słowa to co siedzi  mi w głowie i sercu. Nadal nie jestem pewna czy dobrze opisałam uczucia towarzyszące mi w wychowywaniu rodzeństwa.

                      Mam dwoje dzieci, dwoje dzieci  w różnym  wieku, z zupełnie
innymi potrzebami  i wymaganiami, więc pytam  jak kurcze, no jak mam ich
traktować równo? Nie da się, albo ja nie potrafię, bo jak nie robić  różnic między mała  5 miesięczną dziewczynka, a wygadanym 4,5 latkiem?
Jasne staram się dzielić  czas, serce i miłość na pół... tyle, że  to cholernie trudne, bo w tym momencie  mój słodko-gorzki bobas potrzebuje mnie 24/7, starszak  tylko popołudniami, bo od rana jest w szkole. Szkoda, że jego mała siostra  tego nie rozumie i akurat wtedy chciałaby najwięcej bawić się z mamą. Biorę więc Noemi na kolana i odrabiam lekcje z Dennisem, kładę ją na łóżko brata i układam tor dla pociągów. Da się co nie? No da się ale to rozdziera mi serce na dwoje, bo zdarza się tak, że mała płaczę, chce jeść czy trzeba ją przebrać a ja kolejny raz mówię mojemu starszemu dziecku, że musi poczekać. To jeszcze nie jest takie trudne, gorzej jest z moimi prośbami,bo Dennis ma zupełnie inne poczucie sprawiedliwości niż dorosły człowiek.

Przykładem może być sytuacja z przed kilku dni:
Dzieci krzyczą i piszczą, mała przechodzi właśnie etap wydawania różnych dźwięków a brat chętnie jej pokazuje, że potrafi głośniej.
"Dennisku przestań krzyczeć."- Proszę, bo głową mnie boli niesamowicie.
- "Emi też!"- odpowiada mój syn.

                     Tłumacze  więc synowi ze spokojem, że jego siostra jest mała i nie rozumie że krzyczeć nie wolno, oczywiście mało go to obchodzi. Sprawiedliwość musi być!  więc proszę niemowlaka, by przestał piszczeć wiedząc doskonale, że nie wie o co mi chodzi. Chwila ciszy i ponowne piski moich dzieci, więc znów proszę o ciszę i co słyszę?  "Czemu tylko ja muszę?" i foch oczywiście. No nie przetłumaczysz.

                  Chciałbym by żadne z nich nie czuło się odrzucone, mniej kochane czy niesprawiedliwie traktowane. Noemi jest trudnym i wymagającym maluchem, Dennis  zaledwie 3 miesiące temu zaczął przygodę ze szkołą i myślę, że nie jest mu tak łatwo jak nam się wydaje. Tak bardzo się boję, że gdzieś popełnienie błąd i za kilkanaście lat oni zamiast szanować się i kochać będą się kłócić i żywić do siebie urazę przez błędy, które popełniam.


  Jak kiedyś napisałam, wychowanie więcej niż jednego dziecka to spacer po linie. Balansujesz między wychowaniem kochającego się  rodzeństwa a rywalizujących mini wrogów i liczysz, że nie spadniesz.



poniedziałek, 14 listopada 2016

Egoista

            Egoista, ten sam, który  codziennie  zostawia żonę z dziećmi by iść odpocząć do pracy. Ten bezczelny facet, który chciałby  mieć w domu ciepły obiad i chwilę ciszy. Ten, którego podobno kochasz. Egoista co ma czelność być zmęczony  po pracy.

               On cie nie rozumie, nie wie, że ty nie  "siedzisz " w domu z dzieckiem. Tobie przecież ciężko, bo on obiad chce, i to codziennie i chwilę spokoju na film. A ty cały dzień  z dziećmi, to praca 24/7, bez przerw, chorobowego i wypłaty. On pracuje 8h, no czasem 12h ale do ludzi wyjdzie a ty co z tego życia masz? Tylko kupki i zupki.
Wstać musisz do dziecka wcześnie, sprzątać, prać, gotować i z dzieckiem na spacer iść a on tylko praca, no co to takiego? fajnie tak do pracy iść, tak do ludzi, oderwać się. On niech z dzieckiem zostanie, doceni wtedy ile robisz.

               Więc Idź rano do pracy za swojego męża i pracuj. Pracuj na budowie, w fabryce czy korporacji. Miej szefa nad głową, ludzi do przyuczenia, zimno w hali czy na dworze, wyścig szczurów na porządku dziennym. Przecież to nic takiego, ludzie  dokoła, na pewno świetni, pogadaj-przecież  nikt nie poleci do szefa. Przecież  w pracy siedzisz, nie masz mnóstwa zadań do wykonania. No i przerwa jest, aż 15 minut na szybką kanapkę i kawę.
Wróć do domu  do męża, który marudzi jak ciężko w domu z dziećmi ale wie co na fejsie słychać i u sąsiadki. Posłuchaj jak mąż opowiada, że córka postawiła pierwsze kroki a syn miał w przedszkolu przedstawienie, pięknie było... wiesz ale nie widziałaś. To nic... przecież teraz ty masz dobrze, tylko pracujesz. Nic więcej.