piątek, 13 stycznia 2017

Mogłabym...

               Mogłabym jęczeć , że żyje z dala od ojczyzny, przyjaciół, rodziców, babci. Marudzić,  że w Anglii lato kiepskie a i zimą śniegu nie ma. Psioczyć na lekarzy, którzy zbyt często zalecają paracetamol. Na Anglików, deszcz i niedobry chleb.

             Mogłabym narzekać, że córkę urodziłam przedwcześnie, że płaczliwa jest, nie śpi po nocach. Na jej alergie i to, że nie rozwija się tak szybko jak inne dzieci. Mogłabym biadolić, że  syn astmę ma, i mówi niewyraźnie, polski kaleczy,  pyskuje czasem, dokazuje często, buntuje się i pokazuje język.

              Mogłabym płakać na forach, że  facet nową konsole kupił, gadać, że to dzieciak jest. Żalić się, że mało czyta, w domu chodzi w dresach i nie goli się co drugi dzień. Zazdrościć dziewczyną co kwiaty co tydzień dostają tak bez okazji.

             Mogłabym skarżyć się, że jestem kurą domową (bo jestem), że bałagan w domu wiecznie, i prania na miesiąc w przód. Zrzędzić, że blog nie jest popularny, weny mało, a szycie nie jest tak proste jakby się wydawało.

             MOGŁABYM... i  czasem to robię, bo jestem człowiekiem,  takim jak każdy, ale każdego dnia jestem szczęśliwa.

               Szczęśliwa, bo mam dobre życie, mam gdzie mieszkać, co zjeść, za co kupić ubrania. Mam telefon i komunikator dzięki, którym mogę zadzwonić do bliskich, pomachać im do głupawej mini kamerki.  

         I cieszę się  każdego dnia, że moja mała córeczka,  przyszła na świat pełna siły, że nie musiała leżeć z dala ode mnie ogrzewana w inkubatorze zamiast moim ciepłem. Radość mnie przepełnia, że ataku astmy młody nie miał od 2lat,  że gada jak katarynka mieszając polski z angielskim, choć czasem z uśmiechem na ustach mam tego serdecznie dość. A no pyskuje mi czasem syn, i próbuje go jak najlepiej wychować jednocześnie wiedzą,  że on sobie poradzi, że nieda sobie w kaszę dmuchać.

             A facet jak to facet, nieidealny jest ale nie pije, nie włóczy się z kumplami pijąc piwo za piwem. I może gra w te swoje gry, ale przytula, kocha, rozmawia, JEST! I ojciec z niego całkiem fajny, syn świata po za tatą nie widzi, mała na jego widok, aż kwiczy z radości. A no kwiatów nie dostaje, ale maszynę kupił "mikołaj",
Wraca ze sklepu z chipsami, żelkami czy ulubionym sokiem, choć słowem nie powiedziałam, że chce. I ma te swoje dresy niech sobie w nich siedzi przy konsoli. I łapie mnie w tali mówiąc, że jestem piękną, w leginsach, kucyku i cieniach pod oczami. Ale cieszę się, że jest, Mam partnera, przyjaciela, mam z kim dzielić życie  radości i smutki.

                I wcale nie jest mi przykro, że "siedzę" w domu z dziećmi.
Choć nie raz słuchałam jak to źle nie pracować, bo jak to tak można być na utrzymaniu faceta, ale nic mi nie ucieka. Łapie w serce te szkolne piosenki, głośne śmiechy dzieci,
przytulasy syna, a i niemowlęce wymiociny się zdarzają. A blog niepopularny jest, i taki pewnie zostanie. Nie ma siły przebicia, trudno. Ktoś zagląda, ktoś czyta, lajkuje. A i nowy uszytek ktoś pochwali, o wiersz poprosi wzruszający, opowie swoją historię. I chęć wraca, serce rośnie...

TAKA ZE MNIE OPTYMISTKA :)